środa, 29 listopada 2017

Dzień jak co dzień, a nawet trochę gorzej.

Zgadnijcie, dlaczego piszę? Najwyższy czas zabrać się za magisterkę - dlatego. Jakby tego było mało, zostało mi jakieś 6 godzin do napisania 20 stronicowego studium przypadku oraz zrobienia prezentacji - jednej albo dwóch, sama nie wiem jeszcze z czego. Myślę, że każdy student na moje rewelacje machnie tylko ręką, przy solidnym ziewnięciu - w ich zeszytach, których nie prowadzą, zalegają dokładnie te same wytyczne.
Ale nie samą szkołą człowiek umiera! Zapewniam Was, że chociaż uśmiech nie schodzi mi z tej pyzy, jaka stanowi moją twarz, to jestem w okresie życia, który można określić "Czarną dupą". Tak, to bardzo popularne miejsce w ludzkim życiu. Aż dziw, że nie sprzedają karnetów, bywam tam tak często, że już należałyby mi się jakieś promocje. Tylko na co? Pomyślmy...

1. Jeśli pracujesz od świtu do nocy, wiedz że przerwiemy ci także urlop. 
2. Nie stać cię na nowe ubrania? Dzięki naszej niezawodnej promocji, już dzisiaj, możesz także martwić się podwyżką czynszu za mieszkanie.
3. Trudne rozstanie? W "Czarnej dupie" wszystko będzie przypominało ci o tym palancie.
4. Dzięki naszym specjalistom pomożemy ci sprowadzić każdą relację do poziomu zera, czyli poziomu twoich życiowych osiągnięć.
5. W poniedziałki kłótnia z matką gratis.
6. Tylko dzisiaj, dwa problemy w miejsce jednego, okazja!
7. Za trzy rozwiązane problemy dorzucimy w prezencie 5 nowych.
8. Nasi specjaliści pomogą ci przybrać na wadze, nawet jeśli odżywiasz się powietrzem.
9. Zimno na dworze? Z przyjemnością wyłączymy ogrzewanie w twoim domu. 

No nawet w czarny piątek tak nie szaleli jak w "Czarnej dupie" na co dzień.
Dobra koniec. Idę ruszyć tego Magistra, chociaż nie cierpię chłopaka. Między innymi on mnie pchnął wiadomo gdzie!
Pozdrawiam wszystkich umęczonych <3


wtorek, 6 czerwca 2017

Piękności wszędzie

Zastanawiacie się czasem jak to jest, że będąc w szczęśliwym związku, oglądacie się za innymi, by docenić urodę, albo chociaż zalotnie pogadać? Nie mam na myśli tu nic złego, broń Panie Jezu.
Bo ja na przykład wciąż doznaję iluminacji ludzkich, i niekiedy zdarza mi się padać z zachwytu. Chociaż ze zmęczenia znacznie częściej :/
Ogólnie miłość jest trochę, jak niespodziewany bączek, którego ktoś niechcący puścił w kącie pokoju, a który objął swym intensywnym zapachem całe pomieszczenie (mój kot mógłby się na ten temat więcej wypowiedzieć).
 A teraz szybko piszę, zanim mój szacowny Bojfrend wparuje i będzie szukał kochanka na balkonie, którego nie mamy.



Historia ta jak zwykle miała miejsce w pracy.
Trzecią noc z rzędu prawie nie spałam, włosy nie umyte, cera naznaczona przykrymi skutkami nadmiaru cukru we krwi, wzrok mętny, mowa splątana. Ogólnie poniżej dopuszczalnej normy UE.
A tu nagle wchodzi facet. Znaczy nie nagle, normalnie wchodzi. W dodatku nie posługiwał się językiem polskim. I angielski jakby słabo znał (mały zasób słów = brak narzekania na moje drobniuteńkie wady = idealny mężczyzna).
Serce mi odrobinę stanęło na widok jego słodkiej buźki. Brązowe oczy, ciemne rzęsy, a włosy w kolorze przybrudzonego blondu. O sylwetce rasowego samca nie wspomnę, bo mogę zemdleć na samą myśl i kto wtedy dokończy tego posta?
Zjadł sobie to, co kupił, a potem przystąpił do profesjonalnego podrywu.
- Ładną mamy dzisiaj pogodę, prawda?
Nie taką ładną jak ty, mój panie.

I następne pytanie:
- Skąd jesteś?
Nie no, z Azerbejdżanu, a w Polsce tylko tak przypadkiem, widać po mojej orientalnej urodzie, że jestem z daleka. Specjalnie do Polski przyjechałam bułki piec. 
Ale wybaczam, chłopak naprawdę nie był rozrzutny w słowach po angielsku. A czasami sama obecność i szczere zainteresowanie znaczy więcej, niż setki wymyślonych komplementów i przechwałek.
Buziaczki :*

 PS. Trojan patrzy na mnie z miną, która mówi:
- Ej, matka, o ile wiem, ty masz już chłopaka, a moja miska wciąż pusta. Jedzenie dla mnie samo się nie zrobi, a ja się już z głodu ledwo ruszam!

czwartek, 4 maja 2017

Zabić czy darować, oto jest pytanie!

Maturzyści trzęsą się i płaczą, bo wiedzą, że od ostatecznego spieprzenia sobie życia dzieli ich już tylko kilka egzaminów. Biedne kluski tak się stresują, a jeszcze nie wiedzą, że potem będzie już tylko gorzej.
A ja, chociaż wciąż wyglądam młodo i czarująco jak uczennica, maturę mam dawno za sobą. Zatem, jak się bystro domyślacie, musiałam zorganizować sobie inny problem. I znalazłam chyba najlepszy - FACETA!


Gatunek: Homo Przystojniakus
Rodzina: Wredne Goryle
Ulubione Danie: Z twojego talerza
Ulubione zajęcie: Na pewno nie zajmowanie się wybranką swojego serca (ciężkie życie nas, księżniczek!).
Cechy szczególne: W stadzie robią dużo hałasu, strzelają oczami za pannami, rozkołysany chód luzaka, nie przepadają za porządkiem.

Mój chłopak jest niesamowity. Ma dyplom ze studiowania OPIERDALANTOLOGII.  Ponadto zrobił certyfikat z naparzania kciukiem w myszkę z prędkością światła, kiedy z zaangażowaniem masakruje bohaterów LOLa lub gdy dla sportu rozjeżdża przechodniów w GTA.
Jego motto życiowe brzmi: "Co masz zrobić dzisiaj, zostaw Oli, szybciej zrobi to za ciebie". Kocha rośliny, zwłaszcza taką jedną, o silnym zapachu. Gdy się jej nawdycha to sam przypomina taką trzcinę na wietrze - ja se gadam, a on się buja.
Nie jestem feministką, ale nie ukrywam, że jestem lekko zła na powyższy okaz. Mam mu ochotę wbić moje zaostrzone pazury centralnie w poślad, żeby piszczał jak panienka (czyt. ja, kiedy mi dokucza). Ale nie zrobię tego, bo ma kilka zalet, które przeważają, dokładnie dwie:
1. Kto będzie mnie podgrzewał w zimną noc? I dzień, gdyż taki mamy maj zajebisty?
2. Robi dobre jedzonko.
Zauważyliście, że w filmach rzadko giną kucharze, jeśli w ogóle? Co to oznacza? Nawet psychopatyczni mordercy muszą sobie czasem podjeść. Zapamiętajcie tę lekcję.

Szukaj

Popularne

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Panna autorka

Moje zdjęcie

Wcześnie wstaję i za dużo skaczę na skakance, co skutkuje niestandardowym myśleniem, które przeraża nieuodpornionych.