wtorek, 25 sierpnia 2015

Każdy musi czasem zrobić systemowy reset w życiu.

Nie powinno się znikać na tak długo. Mam teraz zaległości większe niż w gimnazjum, kiedy przez ponad dwa lata bujałam w rynsztokach umysłu. Pytania na matmie dziwiły mnie bardziej, niż to, że paczka ciastek tak szybko się kończy, a zjadłam "tylko troszkę".
Trudno być optymistą, kiedy życie rąbie cię jak wściekły drwal. Trzeba naprawdę dużo gipsu, żeby się z powrotem posklejać. Ale to możliwe i wcale nie wyglądam jak Frankenstein! Jestem tak samo wyborna jak zawsze i nie brak mi piątej klepki. Tylko pozostałe cztery się poprzestawiały.

Siedem dni życia ukradły mi góry, które choć piękne jak tyłeczek tancerki, wyczerpują jak ogień piekielny. Zwłaszcza przy kondycji sprawnej niczym kret, który całe życie przesiedział w jednej dziurze. Oto dowody.

Poniżej uśmiecham się do zdjęcia, bo za mną jest kamienista przepaść i chcę ładnie wyglądać na ostatniej fotce przed śmiercią.

Tutaj w trakcie karkołomnych wędrówek po Karkonoszach. Moja siostra mdleje, dlatego ją tak pokrzywiło.

I uwaga, szczyt! Żadna Śnieżka, to zamek Chojnik. Czarna rozpacz i czerwone poliki.

Szukaj

Popularne

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Panna autorka

Moje zdjęcie

Wcześnie wstaję i za dużo skaczę na skakance, co skutkuje niestandardowym myśleniem, które przeraża nieuodpornionych.