piątek, 22 maja 2015

Łączmy się w problemach

Odzyskałam kartę płatniczą a wraz z nią spokój szafy (zakupy : czas - start!). Od dziś wiem, że według banków siedem dni roboczych oznacza cztery tygodnie. Ale nie narzekam, bo każdy z nas ma problemy.
1.Na przykład moja mama:
 - Nie spałam całą noc, bo tato w trasie i nie mam na kim ZAWISNĄĆ. Latam po całym łóżku i nie mam się jak zatrzymać.
2.Moja szefowa:
- Dobra, lecę,bo mi dziecko w przedszkolu przed drzwi wystawią.
3.Kochana Karola w dyskusji z klientem,który płaci stówą, a ona nie ma jak wydać:
Klient - To ma pani problem.
Karola - Nie,to pan ma problem bo panu chce się pić.
Ale są też sposoby by je rozwiązać.
Klientka: Proszę pani, ja mam magistra, ja wiem które bułki są świeże!
"Upudrowana wiedźmo" - myślę sobie - "W pani wieku to ja będę miała już doktorat".
A co na moje problemy mówi Jarek?
- Czemu Ci serce pękło, ciągle Ci serce pęka.
Albo:
Ja - Co ty myślisz, że ja na studiach układam klocki lego?
Jarek - No w końcu to psychologia.
I chociaż ostatnie dni nie są dla mnie najlepsze, staram się brać przykład z mojego ulubieńca, który codziennie kupuje w GP. Nie chce mu się pracować, czego nie ukrywa, ale zawsze sunie do nas tak radośnie, a uśmiecha się, że moje pęknięte serce skleja się na nowo. No człowiek działa lepiej niż czekolada z Wedla!
Także ludzie, uśmiechajcie się szeroko!
Poniżej trzy małe świnki:



sobota, 9 maja 2015

Dziewczynki, jest sobota...

Na dobry początek mam dla Was świetne spostrzeżenie - jak mało człowiek wydaje pieniędzy, gdy się zepsuje (tak, tak, naprawdę mi zdechła )  karta kredytowa. Powody są proste: stanie w kolejce po piniądz wkurza jak twarde masło, które dziurawi mięciutki chlebek. A już samo szukanie banku po Warszawie doprowadziło mnie do apokalipsy pokładów cierpliwości. Po godzinnej wędrówce, kiedy spotkałam wszystkie banki, a niektóre nawet 2 razy, uciekały przede mną najbardziej wojownicze mohery. Ale spokojnie, nie zajmowałam im miejsca w autobusie, byłam tak zła, że poszłam sobie pieszo. I wtedy złapała mnie potężna ulewa z piorunami - to Bóg mnie pozdrawiał. I nie ma tu sarkazmu, uspokoiłam się, jakby te błyskawice wyrzucał mój umysł. I prysznic miałam z głowy, ociekałam wodą jak mój portfel biedą.
A na drugi dzień się dowiedziałam, że BZWBK jest tuż obok mojego mieszkania. Aneta -współlokatorka-to skarb, dlaczego nie zapytałam jej wcześniej? Bo mam certyfikat z bycia durniem.
Dzisiaj od rana w pracy, spałam mało, bo trzeba było zacelebrować piątek. Obsługujemy facecika, który też nieźle się zezłomował, a tu terminal nam nie działa. Naprawiamy dziada, a  uroczy klient nie widzi problemu i płaci gotówką. Rzecze za to, cytuję : "Dziewczynki, jest sobota - miejcie wyjebane!" Obiecałyśmy, że skorzystamy z rady.
Otrzymałam również dzisiaj nietypowy komplement od pana zdegustowanego moimi tatuażami.
- Nie szkoda pani? Takie piękne ciało. Pani jest jak zabytki kultury bałkańskiej, pani sobie sprawdzi!
Mam nadzieję, że to był komplement.

sobota, 2 maja 2015

Cukierek tu cukierek tam, a na wadze sto kilo mam.

Żyję sobie jako przykładny obywatel i raczej nie twierdzę, że odbiegam od normy. Może trochę odchodzę, ale na pewno nie odbiegam. Ostatnie zdarzenia pokazały, że jest chyba inaczej. Z tego powodu aż się zdenerwowałam i znowu zaczęłam podjadać kruszonkę i pić soczek czekoladowy, a przecież jestem na diecie styropianowo - mięsnej.
Całe życie szkolne nauczyciele mówili za moimi plecami, że mam swój własny świat. A gdybym naprawdę taki miała, to już by wisieli za nogi, bo bym się nie przejmowała, czy to wypada. Jako człowiek dorosły z dowodu (bo z wyglądu to jestem miss przedszkola) sądziłam, że już nikt mnie nie oskarży o bujanie w rynsztokach, a tu koleżanka mojej Moni stwierdziła, że żyję w takowym świecie! "No bo tak wszystkich kochasz i w ogóle..." - tłumaczyła  Monia. Wcięłam tyle styropianu z masłem, że za karę nie zjadłam sałatki do obiadu, bo o linię trzeba przecież dbać.
Największy medal należy się chłopakowi mojej siostry, Gadam z nim przez tel i słyszę:
- Wiesz, tak czytam sobie twojego bloga i czytam, i powiem ci szczerze, że nic z niego nie rozumiem.
Tak sobie myślę, że faktycznie moje podejście do świata jest odrobinę paranormalne. Ale każdy ma swój sposób. Można się śmiać, można płakać, ale można też wszystko krzywić w magicznym zwierciadle, bo tam gdzie jest magia, tam świat jest cacy.
Jestem teraz w domu rodzinnym i jem tyle, że do pociągu to mnie będą nogą wpychać. Zadbaliśmy również o flagę, bo święto. Zwróćcie uwagę na kij. Potrzeba kochanką wynalazcy. A taśma jest dobra na wszystko.

Szukaj

Popularne

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Panna autorka

Moje zdjęcie

Wcześnie wstaję i za dużo skaczę na skakance, co skutkuje niestandardowym myśleniem, które przeraża nieuodpornionych.