wtorek, 27 stycznia 2015

Zimno w dupę.

Młodsza o parę lat Aleksandra (ale na pewno nie chudsza) i jej prawie normalna rodzina, czyli rodzice oraz siostra, zwana pieszczotliwie przez mamę "Bachorzycą", wracają z zakupów. Resztką sił postanowili odwiedzić jeszcze jeden sklep, gdyż Andrzej rzekł : Muszę sobie kupić gacie. Uwagę przykuły zwłaszcza jedne - szare bokserki z jakimś ptaszydłem i napisem "Uwolnij ptaka!" Od czasu do czasu trzeba przecież zaszaleć.
Kilka dni później szykowaliśmy się na wesele mojej cioci. Jak zwykle prześcigam się z siostrą w wyzwiskach, kiedy słyszę tatę:
- Beata, nie mam żadnych normalnych gaci, wszystkie mi wyprałaś!
A to niedobra kobieta!
- A dobra tam, ubiorę te z ptakiem, kto mi będzie na majtki patrzył. - stwierdził mądrze.
Niestety, organizatorzy wesela wymyślili konkurs, w którym kawalerowie  mieli zdjąć spodnie i zatańczyć w przezroczystej spódniczce baletnicy. Tym sposobem mój tato - kawaler z odzysku, umożliwił rzeszom podziwianie awangardowej bielizny. Także pamiętajcie, żeby ubierać się odpowiednio nawet w miejscach, których nie macie zamiaru pokazywać. Bo nigdy nie wiadomo!


Ps. Jestem w trakcie ferii mojej siostry, która spędza je u mnie (po moich feriach zostało wspomnienie stare jak kurz na wibratorze emerytki), więc z tej miłości nie faszeruję jej codziennie naleśnikami, jak siebie, tylko zrobiłam nawet szpinak! Oczekuję braw. ^^


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Tak mi smutno, tak mi źle - szkoła woła: ucz ty się!

Z reguły jestem inteligentnym człowiekiem. Pomijając  rozmowy z nader przystojną pełcią przeciwną. No i jak za długo siedzę na uczelni też zaczynam gadać od rzeczy ( umarła na samobójstwo - mój ostatni przebój). Ale z racji tego, że zwykle mój mózg pracuje bez zarzutu (nie biorę pod uwagę jego psychopatycznych nastrojów) nie param się nauką. Znaczy nie łamię kręgosłupa nad stertą naukowego bełkotu, bo po prostu życie jest zbyt interesujące, żeby cisnąć wiedzę poza szkołą, nie? I mam za swoje. Statystyka jest moją pętlą na szyi. Modlę się więcej niż niejeden moher z kostuchą za plecami, płaczę jak niemowlę osrane po brodę, ale do nauki nie zasiądę. A terminy gonią. Pomocy ludzie, pomocy. Niech ktoś mnie kopnie w dupę.


sobota, 10 stycznia 2015

Dziesięć dni po sylwestrze, czas dojść do siebie!

Szkoła niestety tego nie ułatwia. I o ile w pracy ożłopię się kawy, jak topielec wody, oraz naoglądam się przystojniaków, o tyle w szkole nic nie trzyma mnie jako tako w pionie. Aspiryna z majonezem smakuje lepiej niż kawa z uprzejmych automatów, które zżerają cenne monety w zamian za kubeczek zabarwianego żwiru. I jeszcze te egzaminy. Na wieczornej zerówce ze statystyki strzelałam więcej, niż niejeden weteran wojenny. Czy mam cel przykładnego snajpera? Czas pokaże.
A jutro jedyne 12 godzin maltretowania dupy na uczelni. Mam nadzieję, że Wasza niedziela zapowiada się lepiej o cały Madagaskar!

Szukaj

Popularne

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Panna autorka

Moje zdjęcie

Wcześnie wstaję i za dużo skaczę na skakance, co skutkuje niestandardowym myśleniem, które przeraża nieuodpornionych.