wtorek, 29 grudnia 2015

Czy tylko moja codzienność to groteska?

Mogłoby być, że porwali mnie przystojni kosmici albo, że wyruszyłam w fascynującą podróż dookoła świata, albo jakiejś wsi przynajmniej... Ale nie. To tylko praca i szkoła. Suche jak dupa węża w piramidzie.
Po ostatnich miesiącach wiem już, że to nie gepard jest najszybszym boskim stworzeniem. Jako człowiek nieprosty, ale pokręcony jak kieszonkowe słuchawki, odradzam Wam pospiech. Same nieszczęścia z tego.
Posłuchajcie tej oto historii:

Owego piątku Aleksandra, zwana potocznie Muminkiem, pracowała sobie przykładnie. Radosna knajpka świeciła pustkami póki dziewczyna nie usiadła, by zjeść. Ludzie zawsze byli głodni wtedy, kiedy ona. Pusta sala w ciągu 2 minut zrobiła się pełna, jak talerz Aleksandry, na którym pyszne jedzonko stygło niczym złamane serce (albo nieużywany mózg - wersja dla naukowców). Obsługa wesolutkich gości trwała 5 nieprzerwanych godzin i przedłużyła się ponad opłacony czas pracy. Jako, że nikogo nie radują nadgodziny, nasz dzielny Muminek sprzątając latał z prędkością człowieka, któremu właśnie płonie dom. I tak się złożyło, że niezdarne dziewczę poślizgnęło się. I wywróciło się. I wielkie wiadro wody wylało się. Na jej głowę.

Szczegóły wypadku: Wiadro wody było w rzeczywistości syfem wyduszonym z używanego cały dzień mopa. Woda oprócz elementów brudu zawierała także Domestos. Specyfik sprawił, że czarna bluzka Aleksandry miała urocze żółte ciapki. Dobrze, że twarz ocalała, chociaż makijaż spłynął (Te podkłady! Prawdziwy tynk ochrony).
Komentarz do zdarzenia: Przy domestosie to nawet Giorgio Armani traci moc. Jechać przez całe miasto bez makijażu to jedno, ale cuchnąć jak zarzygana podłoga w szkole - to prawdziwy cios.
Wnioski: Wydaje mi się, że Bóg chciał mnie rozweselić. On lubi takie żarty. Cały dzień płakałam, to pomyślał sobie "Ludzie zawsze się śmieją jak ktoś się wywraca." A że chętnych do wywrotki zabrakło, wyrżnęłam się ja. I to z jakim efektem! Wiadro szybowało niczym ptak! ale zadziałało. Śmiałam się jak dziecię po posiłku. Płacz tylko wspomógłby rozprzestrzenianie się Domestosa po ciele.

czwartek, 29 października 2015

Zespoły heavy wiertarowe

Zamieniłam się w naukowca i nie śpię od dwóch miesięcy z tego powodu. A oto moje pytanie badawcze: Jak dużo szpachelki potrzebuje zmęczona twarz by nie straszyć społeczeństwa?  Współbadaczami są weseli chłopcy z zespołu budowlanego "Wierć i wal młotem tylko kiedy śpią". Oklejony rusztowaniem blok  jęczy w posadach jak mój kręgosłup, kiedy pewien męski egzemplarz (obarczony moją miłością) okazuje radość, że się widzimy. I uwierzcie mi, z bezsilności najlepiej płacze się o 7 rano, przy akompaniamencie pogromców żelbetonu, z perspektywą... właściwie bez perspektyw. No dobra, przed rozwaleniem głowy o kant poduszki ratuje mnie myśl o śniadaniu. Jedzenie aspiryną naszych czasów! Szkoda, że jestem kulinarnym inwalidą.


środa, 14 października 2015

Brzmi jak stado much średnio zdechłych

Czy byliście kiedyś tak przemęczeni, że każdy dźwięk przyprawiał Was o napad wścieklizny niezwierzęcej? Przedstawię objawy:
1. Nogi i dupa idą przed siebie ale głowa zostaje daleko w tyle.
2.Głowa co prawda jest w tyle, jednak  mózg tak jakby gdzieś się zapodział.
3. Zgrzytasz zębami tak mocno, aż sąsiedzi myślą, że to emeryci walczą na sztuczne szczęki.
4. Twój zasób słownictwa jest ograniczony jak przy zawale, do tego bełkoczesz jak blokers, któremu kibic Legii wyjechał z pięści trzy razy i poprawił nogą.
Przykra choroba, bo nie uleczy jej żadna aspiryna. Paracetamole i inne amole też nie pomagają. Trzeba odpocząć. Ale nie mam na to miejsca nawet w kalendarzu.

Za to mam miejsce na oblicza miłości, jakie udało mi się zaobserwować w okolicy. I nie wiem, czy to seriale się mylą pokazując czym ona jest, czy ja obracam się w kręgach patologii czystej jak soda oczyszczona, która rozsypała się białym puchem na moim świeżym pranku. Czarnym. Oceńcie.
1. (o swoim chłopaku) Hahaha, o rany, przecież on w tych spodniach wygląda jak piłka plażowa na zapałkach!
2.Boże, daj mi sił, żeby mój syn nie wyglądał jak ten tutaj facet. Albo nie, sił mi nie dawaj bo go zabiję.
3. Moja dziewczyna jest może brzydka ale bardzo ją kocham.
4.Ale mnie dzisiaj wkurzył, do kolegów sobie poszedł! Zaraz mu nasypię środków przeczyszczających do tej kolacji.



czwartek, 10 września 2015

Achtung! Pracujemy!

Pożegnałam bezrobocie niemal tak szybko jak facet przygodną panienkę. A wrzesień za swoje główne zadanie wybrał przyzwyczajanie nas do jesieni. No na litość wszystkich sieciówek, ja nie mam jeszcze ciepłych ubrań! Kocem się będę owijać.



Moja nowa praca rozwala mi trochę system, albowiem pracownicy nie przejmują się zbytnio czymkolwiek, a już na pewno nie pracowaniem. Dwugodzinne spóźnienie do pracy to bułka powszednia, wynoszenie ekspedientki sprzed kasy (za pyskowanie) zdarza się dość często, a najczęściej wypowiadanym słowem jest: "Mateusz!!!!!" z milionem wykrzykników.
Cóż, ostatnio czuję się, jakby ktoś wyrwał mnie z samego środka gorzkiej czekolady i wymieszał z taką wybuchową bombonierką. Zmieniło się wszystko.
Wyżebrajmy trochę słońca jeszcze, zanim wypłatę otrzymam! Na koniec mam dla Was trochę cytatów:

-Żegnaj moja figuro modelki!
-Chyba już dawno się z nią pożegnałaś.

-No ja robię serduszka, ale tylko dla dziewczyn, które są ładne.

(przez telefon)
 -No już, już wychodzę, tylko zrobię zamówienie i popatrzę trochę na tyłek koleżanki... No podłogę myje i się wypina, no mówię Ci, grzech nie spojrzeć! 

-Ty chyba dobrze radzisz sobie z problemami?
-A dlaczego mam sobie radzić źle?

-Mmmm, myślę sobie, śmieje się z moich żartów to podbijam!





wtorek, 25 sierpnia 2015

Każdy musi czasem zrobić systemowy reset w życiu.

Nie powinno się znikać na tak długo. Mam teraz zaległości większe niż w gimnazjum, kiedy przez ponad dwa lata bujałam w rynsztokach umysłu. Pytania na matmie dziwiły mnie bardziej, niż to, że paczka ciastek tak szybko się kończy, a zjadłam "tylko troszkę".
Trudno być optymistą, kiedy życie rąbie cię jak wściekły drwal. Trzeba naprawdę dużo gipsu, żeby się z powrotem posklejać. Ale to możliwe i wcale nie wyglądam jak Frankenstein! Jestem tak samo wyborna jak zawsze i nie brak mi piątej klepki. Tylko pozostałe cztery się poprzestawiały.

Siedem dni życia ukradły mi góry, które choć piękne jak tyłeczek tancerki, wyczerpują jak ogień piekielny. Zwłaszcza przy kondycji sprawnej niczym kret, który całe życie przesiedział w jednej dziurze. Oto dowody.

Poniżej uśmiecham się do zdjęcia, bo za mną jest kamienista przepaść i chcę ładnie wyglądać na ostatniej fotce przed śmiercią.

Tutaj w trakcie karkołomnych wędrówek po Karkonoszach. Moja siostra mdleje, dlatego ją tak pokrzywiło.

I uwaga, szczyt! Żadna Śnieżka, to zamek Chojnik. Czarna rozpacz i czerwone poliki.

środa, 29 lipca 2015

Jesteśmy typem domu, w którym śmieci wynoszą się same.

Mam ochotę sprzedać kopniaka samej sobie sprzed kilku tygodni, kiedy narzekałam, że mam mało czasu i dużo na głowie. WTEDY! Wtedy żyłam jak pączek w polewie czekoladowej, od czasu do czasu zraszany kolorową posypką.
Moja współlokatorka ucieka od nas z wybrankiem serca, więc przez ostatnie dni intensywnie szukałyśmy nowej. Tak więc mój żal na odejście z pracy spotęgowała niezastąpiona Aneta. Wszystko się kończy.
To oznacza jedno - znowu zacznę od nowa produkować ten koks, który stanowią moje przygody. A ostatnio niewiele się działo, narzekałam, to teraz mam.
W piątek odwiedziła mnie koleżanka, której nie widziałam rok.
- Boże, jakie ty masz wielkie cycki!!! - powitała mnie serdecznie.
Cóż.


Na dokładkę wracam do domu, na burzę się zbiera, otwieram drzwi klatki i słyszę, jak jakiś kot miauczy w oddali. Odwracam łeb, a ten biegnie ile sił i miauczy, że mam zaczekać, bo chce wejść. No tak mnie to rozczuliło. Taka mądra puszysta kulka.
Taka puszysta.


czwartek, 9 lipca 2015

Noce i dnie Aleksandryjskie

Za nami jakże wyborne dni pełne piekielnego żaru. Nie było chyba nikogo, komu by zmarzła dupka. W moje okno nie pukały żadne insekty ani rycerze ( chociaż w przypadku tych drugich, nie narzekałabym).  A raczej nie drapały w siatkę, którą zainstalowałam sobie z wprawą Boba Budowniczego, któremu ktoś połamał ręce i wydłubał oczy. Tak czy inaczej, pofałdowana jak spódnica, siateczka wisi i chroni mnie przed atakami drapieżników. Niestety nie jest dźwiękoszczelna. I w ten romantyczny sposób budzą mnie pieśni wiertarek, pił łańcuchowych, spalinowych, śmieciarek, oraz ptaków albowiem za oknem rodzi się kolejny blok, a osiedlowe ptaki pochodzą chyba z marginesu społecznego - ich trele niszczą mózg.
Dla odprężenia hasam sobie na zakupy, póki jeszcze mogę, bo za trzy tygodnie zasilę kręgi bezrobotnych. Nie mam jednak tyle gipsu w postaci witaminy CZE (czekolada), by zalepić swoje spękane serce. Przywiązuję się do ludzi jak masochista do łóżka. Ktoś ma jakieś wejściówki na kurs zapalny dla przygaszonych optymistów?



środa, 24 czerwca 2015

Kontynuacja dni "Dlaczego w ogóle wstałaś z łóżka blond matole?"

Wracam w niedzielę z kościoła, przez co uciekł mi autobus, a następny nie przyjechał wcale, efektem czego spóźniłam się na zajęcia, których... nie było. No i niech mi ktoś powie, że chrześcijanie nie są prześladowani!!
Wieczorkiem poszłam sobie biegać (czytaj płakać) do parku i zmęczona sztafetą, a raczej pogodą, przysiadłam sobie nad stawem. Ukryta jak fałdka tłuszczu pod bielizną uciskową siąpię nosem i widzę jak płynie do mnie jedna kaczuszka. Druga kaczuszka płynie. I trzecia...
Jak one u licha mnie znalazły?! Wstyd mi się zrobiło, bo czekały na jedzenie, a ja durna pała w piekarni pracuję i nic im nie wzięłam! Kaczka wodzirej machnęła kuprem i zebrała ekipę rozczarowana, że beczę a chleba nie mam.
Z tego smutku poszłam nocować do koleżanki, której mąż wyjechał na noc, a noc bez faceta w pustym domu  przeraża kobiety w związkach. A ze mną, czarodziejką z planety "Kurczęznowujestemgłodna" zawsze raźniej.
- Ale z tobą śpię, żeby nie było. - zastrzegłam, bo boję się salonowych demonów.
-No jasne, a co ty myślałaś, że specjalnie dla ciebie  kanapę będę ścielić?!
Dobrze się czuję, kiedy traktują mnie jak księżniczkę.


niedziela, 14 czerwca 2015

Czasami dobrze jest wciąć kostkę czekolady. Ewentualnie kilka. Tabliczek.

Ostatnio mam więcej roboty, niż producent chmur na niebie. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy leżałam dupą do góry i nie uciekałam przed czasem. Po pierwsze przygotowuję się mentalnie do bezrobocia, co nie jest przyjemne - odchodzić z miejsca, które się uwielbiało. Ale każda miłość kiedyś się kończy, a moja kopnęła mnie w zadek tak mocno, że z miejsca mi się ujędrnił.
Po drugie szkoła. Wczoraj byłam tak zmęczona siedzeniem, że nie mogłam zasnąć drugą noc z rzędu, więc poszłam biegać. Pogoda była sprzyjająca, aż połknęłam po drodze z piętnaście komarów ogłupiałych upałem. Wszystkim naukowcom od razu mówię, że owady nie smakują jak kurczak. W ogóle nie mają smaku. A wartości odżywcze? Nie wiem.
Po trzecie zaczęłam pisać mini artykuły na stronkę http://yellow.emotions.net.pl/ co też zabiera sporo czasu. Jak chcecie się rozerwać i pochłonąć trochę ciekawostek to zapraszam.
Lato latem, ale chyba romantycznych nadmorskich wycieczek w tym roku nie będzie. Popłakałabym sobie, ale mam za dużo do roboty. Stwierdziłam, że chyba założę dzienniczek z dziwnymi komplementami. Oto najświeższy:
- Ma pani taki SPECYFICZNY uśmiech, jest pani taka ładna.
Od razu przypomniała mi się moja pani od chemii i jej słowa:
-W chemii nic nie śmierdzi tylko ma SPECYFICZNY zapach!
Czasami sama nie wiem, czy przypadkiem nie jestem kosmitą z amnezją.


czwartek, 4 czerwca 2015

Twoja racja, mój spokój.

W drodze do pracy ( było już po 5 rano) spadło na mnie natchnienie, jak deszcz na pięknie uczesane włosy.
Świt już nastał, ale ulice były puste, tylko ja i dwóch elegantów w dresach. Jeden konwersuje przez telefon:
- Kochanie, kochanie moje - jeszcze tylko jedno piwko i JUŻ wracamy do domu.
Szybki wypad na wieczorne piwko nabrał dla mnie nowego znaczenia i jednocześnie zyskałam pomysł na kolejny post.
Praca też okazała się pomocna. Wpada klient po bułki i cieszy się:
- O! Są te tortille, mogę do domu wracać bez lęku.
Wywiązała się krótka rozmowa, jakie to ryzyko drażnić wybranki swojego serca. Śmiałam się, aż mi tchawica dymiła, ale pożegnalny tekst sprawił, że prawie powypadały mi zęby.
- No, z kobietami nie ma żartów, niestety. Wróciłem do domu bez jedzenia to dostałem taki wzrok, że szybko do pracy uciekłem, bo co miałem zrobić?
Obiecałam, że zawsze będę robić te tortille na zamówienie, żeby mógł bezpiecznie pokazać się w domu.
Na szczęście nie wszystkie dziewczęta są groźne. Sytuacja numer trzy: Wchodzi para.
Chłopak zastanawia się co kupić i pyta swoją Love  - Chcesz coś?
Dziewczyna - Nie, sobie weź, ja jestem najedzona.
Krótka chwila ciszy.
Chłopak tonem szczeniaczka - A kupisz mi, bo mam całą stówę?
Dziewczyna - A więc po to było to całe pytanie czy coś chcę?!
Ale nie zabiła go.
A ostatnio, jednego dnia tygodniowej libacji zakupowej, spacerowałam z Monią i Łukaszem.
Monia - Czy ty musisz iść tak szybko?! Nie nadążamy.
Łukasz - To utnij mi jedną nogę, będziemy równo szli.
A jak tam Wasze kryminalne historie pożycia związkowego?






piątek, 22 maja 2015

Łączmy się w problemach

Odzyskałam kartę płatniczą a wraz z nią spokój szafy (zakupy : czas - start!). Od dziś wiem, że według banków siedem dni roboczych oznacza cztery tygodnie. Ale nie narzekam, bo każdy z nas ma problemy.
1.Na przykład moja mama:
 - Nie spałam całą noc, bo tato w trasie i nie mam na kim ZAWISNĄĆ. Latam po całym łóżku i nie mam się jak zatrzymać.
2.Moja szefowa:
- Dobra, lecę,bo mi dziecko w przedszkolu przed drzwi wystawią.
3.Kochana Karola w dyskusji z klientem,który płaci stówą, a ona nie ma jak wydać:
Klient - To ma pani problem.
Karola - Nie,to pan ma problem bo panu chce się pić.
Ale są też sposoby by je rozwiązać.
Klientka: Proszę pani, ja mam magistra, ja wiem które bułki są świeże!
"Upudrowana wiedźmo" - myślę sobie - "W pani wieku to ja będę miała już doktorat".
A co na moje problemy mówi Jarek?
- Czemu Ci serce pękło, ciągle Ci serce pęka.
Albo:
Ja - Co ty myślisz, że ja na studiach układam klocki lego?
Jarek - No w końcu to psychologia.
I chociaż ostatnie dni nie są dla mnie najlepsze, staram się brać przykład z mojego ulubieńca, który codziennie kupuje w GP. Nie chce mu się pracować, czego nie ukrywa, ale zawsze sunie do nas tak radośnie, a uśmiecha się, że moje pęknięte serce skleja się na nowo. No człowiek działa lepiej niż czekolada z Wedla!
Także ludzie, uśmiechajcie się szeroko!
Poniżej trzy małe świnki:



sobota, 9 maja 2015

Dziewczynki, jest sobota...

Na dobry początek mam dla Was świetne spostrzeżenie - jak mało człowiek wydaje pieniędzy, gdy się zepsuje (tak, tak, naprawdę mi zdechła )  karta kredytowa. Powody są proste: stanie w kolejce po piniądz wkurza jak twarde masło, które dziurawi mięciutki chlebek. A już samo szukanie banku po Warszawie doprowadziło mnie do apokalipsy pokładów cierpliwości. Po godzinnej wędrówce, kiedy spotkałam wszystkie banki, a niektóre nawet 2 razy, uciekały przede mną najbardziej wojownicze mohery. Ale spokojnie, nie zajmowałam im miejsca w autobusie, byłam tak zła, że poszłam sobie pieszo. I wtedy złapała mnie potężna ulewa z piorunami - to Bóg mnie pozdrawiał. I nie ma tu sarkazmu, uspokoiłam się, jakby te błyskawice wyrzucał mój umysł. I prysznic miałam z głowy, ociekałam wodą jak mój portfel biedą.
A na drugi dzień się dowiedziałam, że BZWBK jest tuż obok mojego mieszkania. Aneta -współlokatorka-to skarb, dlaczego nie zapytałam jej wcześniej? Bo mam certyfikat z bycia durniem.
Dzisiaj od rana w pracy, spałam mało, bo trzeba było zacelebrować piątek. Obsługujemy facecika, który też nieźle się zezłomował, a tu terminal nam nie działa. Naprawiamy dziada, a  uroczy klient nie widzi problemu i płaci gotówką. Rzecze za to, cytuję : "Dziewczynki, jest sobota - miejcie wyjebane!" Obiecałyśmy, że skorzystamy z rady.
Otrzymałam również dzisiaj nietypowy komplement od pana zdegustowanego moimi tatuażami.
- Nie szkoda pani? Takie piękne ciało. Pani jest jak zabytki kultury bałkańskiej, pani sobie sprawdzi!
Mam nadzieję, że to był komplement.

sobota, 2 maja 2015

Cukierek tu cukierek tam, a na wadze sto kilo mam.

Żyję sobie jako przykładny obywatel i raczej nie twierdzę, że odbiegam od normy. Może trochę odchodzę, ale na pewno nie odbiegam. Ostatnie zdarzenia pokazały, że jest chyba inaczej. Z tego powodu aż się zdenerwowałam i znowu zaczęłam podjadać kruszonkę i pić soczek czekoladowy, a przecież jestem na diecie styropianowo - mięsnej.
Całe życie szkolne nauczyciele mówili za moimi plecami, że mam swój własny świat. A gdybym naprawdę taki miała, to już by wisieli za nogi, bo bym się nie przejmowała, czy to wypada. Jako człowiek dorosły z dowodu (bo z wyglądu to jestem miss przedszkola) sądziłam, że już nikt mnie nie oskarży o bujanie w rynsztokach, a tu koleżanka mojej Moni stwierdziła, że żyję w takowym świecie! "No bo tak wszystkich kochasz i w ogóle..." - tłumaczyła  Monia. Wcięłam tyle styropianu z masłem, że za karę nie zjadłam sałatki do obiadu, bo o linię trzeba przecież dbać.
Największy medal należy się chłopakowi mojej siostry, Gadam z nim przez tel i słyszę:
- Wiesz, tak czytam sobie twojego bloga i czytam, i powiem ci szczerze, że nic z niego nie rozumiem.
Tak sobie myślę, że faktycznie moje podejście do świata jest odrobinę paranormalne. Ale każdy ma swój sposób. Można się śmiać, można płakać, ale można też wszystko krzywić w magicznym zwierciadle, bo tam gdzie jest magia, tam świat jest cacy.
Jestem teraz w domu rodzinnym i jem tyle, że do pociągu to mnie będą nogą wpychać. Zadbaliśmy również o flagę, bo święto. Zwróćcie uwagę na kij. Potrzeba kochanką wynalazcy. A taśma jest dobra na wszystko.

piątek, 17 kwietnia 2015

Piękno niejednego ma człowieka

Osoby, które mnie znają,wiedzą,że zakochuję się średnio co trzy minuty. Przysięgam jednak, że nie jestem przesadna w uczuciach, a w ostatnim tygodniu zdarzyły mi się aż dwie wielkie iluminacje miłosne.
1. Po imprezie, jak jadłam pożywnego kebsa (impreza nie zakończona kebabem jest jak deser bez cukru - no nie da się!) kilku łobuzów pielgrzymowało na centralny i wśród nich on...Serce zamarło mi, choć zwykle napierdziela jak jelita przy biegunce. Przestałam mrugać, oddychać, czynności życiowe zatrzymały się. Poza nadmiernym produkowaniem śliny, która zamieniłaby się w wodospad, gdybym otworzyła paszczę. Patrzył na mnie, dopóki nie zrobiło się zbyt daleko.
2. Praca. Szoruję ekspres. Jestem spokojna jak wilk po obiadku, a nawet trochę zmęczona i smutna. Kiedy wszedł, zemdlałam. A kiedy się odezwał wstałam i zemdlałam jeszcze raz. Nie dość że wygląda jak wyborne i smaczne, duuuże ciasteczko, to jeszcze ma głos zdolny leczyć rany! Do tej pory latam jak kamień z procy, a minęły już dwa dni!
Nie tylko ja i budowlańcy doceniam piękno. Jak powiedziałam mojej Karoli, że jest śliczna, rzekła:
- No, kiedy idę, samochody stają jak na światłach, bo nie wiedzą, czy to kometa leci z takim blaskiem, czy co.
A mój tato?
- Anita, weź pokaż mi jeszcze raz to zdjęcie, co robiłaś wczoraj -  przystojnie tam wyglądam. A jak młodo!
Za to druga Karola, którą niemniej uwielbiam, szczerze odpowiedziała chłopakowi:
- No z wyglądu mi się wcale nie podobasz, ale ładna miska jeść nie daje. Podobasz mi się jako ty.
Bierzcie przykład z tych geniuszy. Od dzisiaj wszyscy popadamy w samozachwyt!

czwartek, 9 kwietnia 2015

Lepiej nie uśmiechać się do ludzi. Jeszcze pomyślą, że jesteś miły.

Idę sobie wczesnym (piekielnie wczesnym) rankiem do roboty, ulice puste jak spojrzenie celebryty, wcale nie wiosenny wiatr obmacuje mnie tu i ówdzie, aż mi latają zęby. Nagle z pewnej obskurnej bramy wyskakuje koleś, którego można scharakteryzować jako aspirującego żula. Myślę sobie "Nogi mnie bolą po wczorajszym bieganiu i siłce, dam radę uciec? Chyba będę musiała się bić. Powinnam dać sobie z nim radę" A po chwili wyskakuje jeszcze dwóch i gawędzą  po swojemu. Jak dzielny wojownik myślę "Spokojnie, z trzema też dasz sobie radę Aleksander". Przyspieszam kroku, faceci zamilkli, za mną snuje się cień. Spinam mięśnie, gotowa do użycia moich pięknie wyrzeźbionych ramion, cień snuje się dalej, ale nikt mnie nie atakuje. Odwracam się zniesmaczona i orientuję się, że goniący mnie cień jest moim własnym...
Cóż, może zabrakło mi tkanki mózgowej, ale tchórzem nazwać się nie mogę!




Dawno nie było mnie na blogu, ale życie wciąga jak kokainista kreskę. Wolnego mało, a święta zmęczyły bardziej, niż treningi Chodakowskiej. Ale były wspaniałe! Wasze też?

niedziela, 29 marca 2015

Skręcanie palmy

I chociaż moja osobista palma w głowie odbija regularnie, dzisiaj postanowiłam wykorzystać mój talent rozpalonego entuzjazmem przedszkolaka i stworzyć taką, którą można poświęcić.


Ogólnie wczoraj nie mogłam sobie zasnąć, więc musiałam zaśpiewać  kołysankę w głowie. Oczywiście musiała być dostosowana do moich standardów. Znacie tę "Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz..."? To teraz uwaga, śpiewajcie ze mną:
Ach jeeeedz kochanie! Jeśli ciastko pulchne chcesz dostaniesz. A gdy rano przyjdzie świt, to brzuszkowi będzie wstyd, że jest gruby a nie byyyył.
Kichnęłam se dwa razy i zasnęłam miękko i słodko, niczym żul na dworcu ucieszony jego ciepłem.









Minionej cudownej nocy zmienialiśmy czas, przypominam. Ja swój nastawiłam już tydzień temu, bo przezorny człowiek zawsze zabezpieczony. Albo dobra, przyznam, że pomyliły mi się daty.
No, to teraz już z górki. Zaraz święta, mama zastanawia się jakie ciasta upiec, a tato rzecze: Niee, jabłecznik już się przejadł, weź upiecz jakąś szarlotkę. Jak się domyślacie, mama wyraziła zgodę na to.
Buziaczki, ciągnijmy wiosnę za włosy, niech dopierniczy słońcem, bo nie mam ochoty dłużej marznąć.

niedziela, 15 marca 2015

Sobota w pracy nie jest cacy, ale jak się ma dobre towarzystwo i obiad pełen mocy, jest prawie jak na wakacjach.
Wstaję jak zwykle po czwartej, przytomna jak zaboksowany bokser, a potem biegnę między blokami na autobus, który zwyczajowo postanawia przyjechać wcześniej. Widocznie lubi się ścigać ze mną.
W pracy czeka nas niespodzianka. Pomijając fakt, że nie mogłam otworzyć drzwi, w zepsutej lodówce spoczywało 10 kg zakiszonyh grapefruitów, które zostały zapomniane przez drugą zmianę i zamieniły się w zombie.
Powyższy pacjent skonał na mój widok, gdyż spiesząc się na autobus zapomniałam ubrać stanika. Owocowe serce nie wytrzymało tego piękna.
Pamiętacie żula Janka, z którym się biłam ? Stworzyłyśmy z Agatą jego figurę prawie woskową.
Zamknął się w kibelku i mówi, że wyjdzie jak będzie chciał (stały tekst buntowniczego Janka).
Wieczorem zajechałam jeszcze do mojej Karoli, gdzie gadałyśmy o dużej rotacji pracownic.
- Kingę też zwolnił, nie? - upewniam się. Na to meine Freunde poważnie odpowiada:
-Nie, on jej nie zwolnił tylko ogólnie podziękował!
Karola jest nieswiadoma brzmienia swoich słów, a ja z Magdą wybuchamy smiechem. Madzia dodaje:
- Ogólnie podziękował, za miłą współpracę.
Tak wesołych dni w pracy ogólnie Wam życzę.

niedziela, 8 marca 2015

Wszystkiego magicznego z okazji święta dumnych nosicielek cyckonoszy!

Żeby nie było, że nie pamiętam, jestem feministką, albo jeszcze coś tam innego.



W aptekach brakuje jednej rzeczy: leków wspomagających inteligencję, gdy twoja naturalna chwilowo padła. Ostatnio moje myślenie ma tempo złomowanej kosiarki, która nawet w najlepszych czasach działała, gdy się ją solidnie pchało.
Dzisiaj w szkole wybieraliśmy sobie psychologiczną specjalność spośród trzech. Na przerwie między wykładem idę się odlać, ale wszystkie kabiny w łaźni zajęte. Czekam grzecznie, chociaż jakby mnie kto mocniej szturchnął, to nie starczyłoby chusteczek na tę powódź. Razem ze mną czeka koleżanka, która pyta:
- Którą wybierasz?
Zastanawiam się intensywnie przez chwilkę, po czym elegancko odpowiadam:
- Wiesz, lubię bardzo tę pod oknem. - wskazuję na ostatnią kabinę.
- Miałam na myśli specjalizację, którą wybierasz.
W mig pojęłam moją gafę, tymczasem kolezanka dodaje dyplomatycznie:
-Ale ja też lubię tę toaletę pod oknem.

niedziela, 1 marca 2015

Takich bohaterów nawet w Ameryce nie robią!

Naturalnie o sobie mówię. Wczoraj, po raz pierwszy w życiu, spuszczono by mi łomot!
Sobotni poranek w pracy, żul Janek ma u nas swój rewir. Nie mam nic do żuli, ale ten jest moim wrogiem, odkąd wyrzucił wszystkie kanapki, jakie kupili mu ludzie dobrego serca. Nie mam do niego pretensji, że ma  mózg  wyżarty alkoholem, ale nie mogę go tolerować w polu swojego widzenia. Schowałam wszystkie pufy żeby nie miał gdzie się rozsiąść. Ciężko zdziwiony tym, że się z nim nie kłócę, wyszedł. Ale za parę godzin wrócił z nowymi siłami do walki. Nie zdążyłam schować puf, ale zagadywałam klientów tak, że nie udało mu się nic uzbierać. Wyzwał mnie potężnie, ale zawarliśmy układ, że jak zrobię mu kawy, to sobie pójdzie.Oczywiście nie zrobił tego. Wtedy ruszyłam niczym czarodziejka z księżyca i przy użyciu magicznych mocy, wzięłam jego klamotki i kawę, wystawiając je za drzwi. Rozsierdzony Janek rozwalił nam teren dla klientów i wyskoczył za majątkiem. W moją stronę skierował takie słowa, że musiałam mu pokazać środkowy palec, bo do poziomu wyzwisk się  nie zniżę, ale honoru bronić trzeba! Wtedy naprawdę się wściekł i skoczył do mnie, ale na szczęście w porę schowałam się za drzwiami, w które walnął silniej, niż byłam w stanie go podejrzewać. Na szczęście jakiś pan oczekujący na dyliżans złapał gościa  za fraki i do końca dnia był spokój. Niestety kobieta w ciąży, którą pchnął kilka tygodni wcześniej, nie miała gdzie się schować.
Pomaganie bezdomnym jest ważne, życie bywa ciężkie, a ludzie słabi. Ale doświadczenie nauczyło mnie, by i to, jak wszystko inne robić z głową.
Ale się zrobiło poważnie! Zapomniałam się przez to pochwalić, że zaliczyłam egzaminy. Wszystkie, o tak. Moja piękna i mądra koleżanka z uczelni przyozdobiła nawet moje zdjęcie, co niesamowicie mnie wzruszyło.

niedziela, 15 lutego 2015

Miałam dodać tego posta w Tłusty Czwart, ale pączki mnie zabiły, a poza tym  chyba nabawiłam się anemii i od piątku nie mogę wstać z łóżka. Cóż, walentynki walentynkami, ale samą miłością człowiek nie wyżyje, dlatego lecę do sklepu po mięso.
Chciałam tylko rzec, że kocham Was wszystkich i mam nadzieję, że nikt nie był smutny w dzień zakochanych. Spóźniona moc serc od schorowanej, ale pełnej duchowej energii Aleksandry!

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła się moimi zdolnościami do reklamy!

Wyżej śliczne podziękowania za 410 pączków które transportowałam z samego rana.
Buziaczki :***

czwartek, 5 lutego 2015

Szanuj mózg, bo na loterii go nie wygrasz. Pieniędzy też nie, bo masz pecha.

Statystyka tak bardzo zabiera mi życie, że gdybym miała chłopaka, to oskarżyłby mnie o zdradę. Pomijając sprawy mojego wątpliwego rozwoju umysłowego, w pracy tez nie było najlepiej. Wczoraj wysadziło nam korki o 5 rano (ta moja moc!) i piec nie chciał się rozpalić mimo, że miałam duży dekolt. Więc kiedy już dogadałam się z osobami, które dostęp do owych pierdółek miały, zostało nam 20 minut do otwarcia. Tym sposobem w 15 minut zrobiłyśmy to, co normalnie robimy 1,5 godziny. A dzisiaj piec zepsuł się w innym naszym punkcie, więc piekłam bułek na dwa sklepy. Nie brzmi tak strasznie, ale pędziłam szybciej, niż jakby mnie gwałciciel gonił. A moje paznokcie wyglądają jakbym je oporządzała piłą łańcuchową bądź sekatorem a nie zgrabnym pilniczkiem. Na szczęście są kochani klienci!
- Nie przeziębi się pani w tej koszulce? - zaczepił mnie stały bywalec przy sklepie, jak szłam z towarem.
- Nie, ja mam zdrowie jak koń! - zarżałam
- Dobrze, że nie wygląd. - odpowiedział z powagą.
No i jak tu ich nie uwielbiać?
Trzymajcie proszę kciuki za moje egzaminy bo Bóg chyba ma już dosyć moich błagań, zaraz zstąpi i mi nakopie. A nie chcę Go wkurzać, bo jeszcze fajnego chłopaka muszę wyprosić. Ta statystyka!

wtorek, 27 stycznia 2015

Zimno w dupę.

Młodsza o parę lat Aleksandra (ale na pewno nie chudsza) i jej prawie normalna rodzina, czyli rodzice oraz siostra, zwana pieszczotliwie przez mamę "Bachorzycą", wracają z zakupów. Resztką sił postanowili odwiedzić jeszcze jeden sklep, gdyż Andrzej rzekł : Muszę sobie kupić gacie. Uwagę przykuły zwłaszcza jedne - szare bokserki z jakimś ptaszydłem i napisem "Uwolnij ptaka!" Od czasu do czasu trzeba przecież zaszaleć.
Kilka dni później szykowaliśmy się na wesele mojej cioci. Jak zwykle prześcigam się z siostrą w wyzwiskach, kiedy słyszę tatę:
- Beata, nie mam żadnych normalnych gaci, wszystkie mi wyprałaś!
A to niedobra kobieta!
- A dobra tam, ubiorę te z ptakiem, kto mi będzie na majtki patrzył. - stwierdził mądrze.
Niestety, organizatorzy wesela wymyślili konkurs, w którym kawalerowie  mieli zdjąć spodnie i zatańczyć w przezroczystej spódniczce baletnicy. Tym sposobem mój tato - kawaler z odzysku, umożliwił rzeszom podziwianie awangardowej bielizny. Także pamiętajcie, żeby ubierać się odpowiednio nawet w miejscach, których nie macie zamiaru pokazywać. Bo nigdy nie wiadomo!


Ps. Jestem w trakcie ferii mojej siostry, która spędza je u mnie (po moich feriach zostało wspomnienie stare jak kurz na wibratorze emerytki), więc z tej miłości nie faszeruję jej codziennie naleśnikami, jak siebie, tylko zrobiłam nawet szpinak! Oczekuję braw. ^^


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Tak mi smutno, tak mi źle - szkoła woła: ucz ty się!

Z reguły jestem inteligentnym człowiekiem. Pomijając  rozmowy z nader przystojną pełcią przeciwną. No i jak za długo siedzę na uczelni też zaczynam gadać od rzeczy ( umarła na samobójstwo - mój ostatni przebój). Ale z racji tego, że zwykle mój mózg pracuje bez zarzutu (nie biorę pod uwagę jego psychopatycznych nastrojów) nie param się nauką. Znaczy nie łamię kręgosłupa nad stertą naukowego bełkotu, bo po prostu życie jest zbyt interesujące, żeby cisnąć wiedzę poza szkołą, nie? I mam za swoje. Statystyka jest moją pętlą na szyi. Modlę się więcej niż niejeden moher z kostuchą za plecami, płaczę jak niemowlę osrane po brodę, ale do nauki nie zasiądę. A terminy gonią. Pomocy ludzie, pomocy. Niech ktoś mnie kopnie w dupę.


sobota, 10 stycznia 2015

Dziesięć dni po sylwestrze, czas dojść do siebie!

Szkoła niestety tego nie ułatwia. I o ile w pracy ożłopię się kawy, jak topielec wody, oraz naoglądam się przystojniaków, o tyle w szkole nic nie trzyma mnie jako tako w pionie. Aspiryna z majonezem smakuje lepiej niż kawa z uprzejmych automatów, które zżerają cenne monety w zamian za kubeczek zabarwianego żwiru. I jeszcze te egzaminy. Na wieczornej zerówce ze statystyki strzelałam więcej, niż niejeden weteran wojenny. Czy mam cel przykładnego snajpera? Czas pokaże.
A jutro jedyne 12 godzin maltretowania dupy na uczelni. Mam nadzieję, że Wasza niedziela zapowiada się lepiej o cały Madagaskar!

Szukaj

Popularne

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Panna autorka

Moje zdjęcie

Wcześnie wstaję i za dużo skaczę na skakance, co skutkuje niestandardowym myśleniem, które przeraża nieuodpornionych.